Berlin i Warszawa spierają się o €6.6bn

A grid of paper promises stands in place of the steel already spent.
Kompozycja obrazu · tobriefPo zdjęciu przez Węgry weta z 6,6 mld EUR unijnych środków wojskowych dla Ukrainy w Brukseli nie pojawiła się ulga, lecz spór o rachunek. Unijni ministrowie obrony muszą rozstrzygnąć, czy pieniądze mają zwrócić część kosztów państwom, które już oddały Kijowowi sprzęt, czy raczej sfinansować nowe dostawy na front. Niemcy i Polska znalazły się po przeciwnych stronach, a wraz z nimi ujawniło się pęknięcie w obietnicy wspólnego dzielenia kosztów wojny.
Fundusz, który nie jest w stanie pokryć własnych obietnic
Europejski Instrument na rzecz Pokoju to fundusz poza zwykłym budżetem UE, do którego państwa członkowskie wpłacają środki na pomoc wojskową. Konstrukcja jest obejściem ograniczenia traktatowego: budżet Unii nie może finansować wydatków militarnych. Mechanizm miał być prosty. Państwa przekazują Ukrainie broń dwustronnie, a potem występują o częściowy zwrot z unijnej puli (Eur-Lex).
Przez ponad dwa lata dostęp do tej puli blokowały Węgry. Gdy Budapeszt wycofał weto na początku czerwca, środki formalnie się odblokowały, ale zaległe wnioski o refundację sięgają już około 43 mld EUR (Brussels Signal). Fundusz pokrywa mniej więcej 40% wartości przekazanego sprzętu (Ground, Arab News/AFP). Nawet tak ograniczony zwrot jest dziś poza zasięgiem.
Kaja Kallas, szefowa unijnej dyplomacji, zaproponowała podział pieniędzy na trzy części: częściowe refundacje dla państw członkowskich, nowe wspólne zakupy dla Ukrainy oraz finansowanie EUMAM Ukraine, czyli unijnej misji szkolącej ukraińskich żołnierzy. Według doniesień na szkolenia miałoby trafić 900 mln EUR, na zakupy 1 mld EUR, a na wypłaty dla państw członkowskich 4,7 mld EUR (EEAS, Babel).
Kto płaci za to, że ruszył pierwszy
Niemcy przekonują, że pieniądze powinny dziś jak najmocniej zwiększać zdolność Ukrainy do prowadzenia wojny. Sekretarz stanu w resorcie obrony Sebastian Hartmann mówił, że środki z Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju, jeśli nie zostaną od razu wykorzystane na refundacje, powinny nadal wspierać Ukrainę. Dzień później minister obrony Boris Pistorius zapowiedział kolejne 300 mln EUR na czeską inicjatywę amunicyjną, czyli kanał zakupów, który tworzy nowe dostawy, zamiast rozliczać stare (BMVg).
Warszawa widzi w tym naruszenie wcześniejszej umowy. Wiceminister obrony Cezary Tomczyk powiedział, że Polska chce pełnego zwrotu około 450 mln EUR za uzbrojenie już przekazane Ukrainie (RMF24). Według doniesień oczekiwany poziom refundacji miał spaść z około 84% do 46%, a pod presją nowego podziału może obniżyć się jeszcze bardziej (Censor). To liczby negocjacyjne, nie przyjęte stawki, ale tłumaczą skalę napięcia.
Ten problem nie kończy się na Polsce. Słowacja przekazała za poprzedniego rządu myśliwce MiG-29 i system obrony powietrznej S-300, pakiet wyceniany na około 700 mln EUR. Dotąd otrzymała z funduszu tylko 92 mln EUR (Bankier). Urzędnicy spodziewali się około 250 mln EUR; teraz mogą dostać mniej więcej jedną dziesiątą tej kwoty (Denník N). Premier Robert Fico zapowiedział rozmowę z przewodniczącą KE Ursulą von der Leyen w sprawie pieniędzy, które jego zdaniem przesunięto od państw-darczyńców na bezpośrednie wydatki dla Ukrainy (Aktuality.sk).
Dwie logiki, jeden fundusz
Szwecja, która również czeka na środki z Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju, opisuje pomoc dla Ukrainy bardziej jako długoterminową inwestycję w bezpieczeństwo niż roszczenie refundacyjne (GP). Państwa nordyckie generalnie poparły na spotkaniu ministrów obrony podejście zbliżone do niemieckiego (RBC Ukraine). Jedna strona traktuje fundusz jako kontrakt o podziale ciężarów, który musi respektować wcześniejsze zobowiązania. Druga widzi w nim narzędzie wojenne, które powinno odpowiadać na obecne potrzeby frontu.
Oba stanowiska mają mocne uzasadnienie. Ukrainie brakuje obrony powietrznej i amunicji, a nowe zakupy dają efekt wojskowy, którego nie przynosi sama refundacja (EEAS). Z drugiej strony Polska i Słowacja opróżniały własne magazyny w przekonaniu, że Europa podzieli się kosztami. Jeśli ta umowa zostanie rozwodniona po fakcie, ukarane zostaną państwa, które zareagowały najszybciej.
Ostatecznej tabeli podziału środków wciąż nie opublikowano. Kompromis Kallas pozostaje propozycją, nie przyjętą formułą (Tagesschau). W kolejnej rundzie rozmów najważniejsze będzie więc nie tylko to, ile pieniędzy dostanie Ukraina, lecz także kto uznał, że obniżenie obiecanych zwrotów po fakcie może być punktem wyjścia do negocjacji.
How was this article?
Help us get better
Help us get better
Details about this article
- Model:
- claude-opus-4-6
- Generated:
- 6/11/2026, 2:45:30 AM
- Pipeline run:
- eu_pipeline_20260611_015006
- Watermark:
- SynthID (Google's invisible watermark)
- Human review:
- None before publication