Chat control przetrwał głosowanie

The procedural weight of an empty seat turns absence into a mandate.
Kompozycja obrazu · tobriefParlament Europejski głosował nad tym, czy zakończyć tymczasową zgodę dla firm technologicznych na skanowanie nieszyfrowanych wiadomości pod kątem materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci. Więcej europosłów chciało ją odrzucić niż utrzymać: 314 było przeciw, 276 za, 17 wstrzymało się od głosu (Greens/EFA, La Voix de France). Mimo to przepis przetrwał. Na tym etapie procedury Parlament potrzebował bezwzględnej większości wszystkich 720 europosłów, czyli 361 głosów, aby odrzucić tekst. Każdy pusty fotel działał więc jak głos za utrzymaniem regulacji. Spór o „chat control” przestał dotyczyć wyłącznie skanowania wiadomości. Coraz bardziej dotyczy tego, jak UE utrzymuje przy życiu tymczasowe uprawnienia, gdy nie potrafi uchwalić stałej ustawy.
Co obejmuje ta zgoda
Przedmiotem sporu jest rozporządzenie 2021/1232, czyli tymczasowy wyjątek od unijnych przepisów o prywatności. Co do zasady firmy nie mogą zaglądać do treści wiadomości. Wyjątek pozwala takim dostawcom jak Microsoft, Google i Meta dobrowolnie skanować znane materiały przedstawiające wykorzystywanie dzieci oraz wzorce groomingu w usługach, w których firma nadal może odczytać albo przetwarzać treść komunikacji (EUR-Lex, CADE Project).
Usługi z szyfrowaniem end-to-end zostały wyłączone. Parlament zmienił tekst tak, by chronić każdą komunikację, do której szyfrowanie „jest, było lub będzie stosowane” (European Parliament LIBE). WhatsApp i Signal pozostają więc poza tym mechanizmem. W jego zasięgu nadal są webmail i komunikatory chmurowe, w których dostawcy zachowują dostęp do treści (The European Post, RTVE).
To nie jest nowe uprawnienie. Po raz pierwszy zaczęło obowiązywać w 2021 r., a wygasło 4 kwietnia 2026 r., gdy wcześniejsze próby przedłużenia utknęły. Rada UE, w której zasiadają rządy państw członkowskich, przywróciła tekst i w lipcu skierowała go do Parlamentu. Przedłużenie ma obowiązywać do kwietnia 2028 r.
Jak reguła głosowania stała się sednem sprawy
Parlament był na etapie, który w prawie UE nazywa się „drugim czytaniem”. W tej fazie może odrzucić tekst Rady UE tylko bezwzględną większością wszystkich europosłów. Taki próg chroni stanowisko Rady: niska frekwencja albo podzielona opozycja nie wystarczą, by je zablokować. Sama reguła mieści się w porządku traktatowym. W tym przypadku sprawiła jednak, że przepis, którego odrzucenia chciała większość głosujących europosłów, przeszedł, bo 129 członków Parlamentu nie pojawiło się albo nie zagłosowało.
Rada UE zastosowała też tryb pilny, który skrócił kalendarz i ograniczył Parlamentowi przestrzeń do poprawek oraz dłuższej debaty (CADE Project, Greens/EFA). Niemiecka organizacja broniąca praw cyfrowych Digitalcourage nazwała połączenie tych narzędzi manewrem politycznym (Digitalcourage). Ten zarzut ma znaczenie nawet wtedy, gdy procedura formalnie mieściła się w regułach UE. Legalny proces może bowiem prowadzić do słabej rozliczalności, jeśli próg głosowania chroni status quo.
Stała ustawa, której nikt nie potrafi uchwalić
Tymczasowa zgoda wraca, bo UE nie potrafi uzgodnić stałego rozwiązania. Komisja Europejska zaproponowała w 2022 r. szerokie rozporządzenie, które wprowadzałoby ocenę ryzyka i możliwe nakazy skanowania dla usług internetowych (Commission proposal). Projekt nadal tkwi w martwym punkcie. Najbardziej spornym elementem jest tzw. skanowanie po stronie klienta: urządzenie sprawdzałoby wiadomości, zanim szyfrowanie uczyni je nieczytelnymi. W praktyce omijałoby więc szyfrowanie, choć formalnie go nie łamało.
Podział w Radzie UE pokazuje, jak różnie rządy ważą bezpieczeństwo dzieci i prywatność komunikacji. Dania podczas swojej prezydencji w UE forsowała ostrzejsze podejście (Frihedsbrevet). Grupa państw kierowana przez Niemcy i Polskę, wystarczająco liczna, by zablokować porozumienie w Radzie, zatrzymała stały projekt przed letnią przerwą (EDRi). Sama pozycja Niemiec jest pęknięta: Berlin zaakceptował przywrócenie dobrowolnego skanowania przy ochronie szyfrowania, ale niemieckie federalne organy ochrony danych odrzuciły każdą formę skanowania po stronie klienta (BfDI, Zeit). To pokazuje, że Niemcy mogą blokować stałą ustawę, ale nie są w stanie zbudować stabilnej alternatywy. W Polsce środowiska praw cyfrowych uznały nawet dobrowolną zgodę za groźną, bo traktuje użytkowników jak podejrzanych, a dostawców usług jak „prywatną policję” (Onet/OKO.press).
Brak twardych dowodów zostawia obu stronom wygodne pole do tez, których nie muszą rozliczać. Zwolennicy mówią, że każda luka w skanowaniu grozi utratą zgłoszeń dotyczących wykorzystywania dzieci. Krytycy ostrzegają przed fałszywymi trafieniami i prywatyzacją ścigania przestępstw (Euronews, 24.hu). Nie istnieje przejrzysty, ogólnounijny audyt skuteczności skanowania, skali fałszywych alarmów ani wpływu zgłoszeń na postępowania karne. UE już dwa razy przedłużyła wyjątek, nie zmuszając żadnej ze stron do pokazania rachunku. Wyłączenie szyfrowania end-to-end jest realnym sukcesem obrońców prywatności. Jednocześnie Unia oswoiła coś, co powinno pozostać wyjątkiem: „trwale tymczasowe” odstępstwo od poufności komunikacji, odnawiane regułą, która zamieniła nieobecność w zgodę. Komisja Europejska, Rada UE i Parlament powinny przed kolejnym terminem w kwietniu 2028 r. publicznie rozliczyć, co dobrowolne skanowanie faktycznie przynosi.
Details about this article
- Model:
- claude-opus-4-6
- Generated:
- 7/23/2026, 1:51:40 AM
- Pipeline run:
- eu_pipeline_20260723_005005
- Watermark:
- SynthID (Google's invisible watermark)
- Human review:
- None before publication