Skip to main content
EU_ECONOMICS13 / 16 · historia dnia3 min · 708 słów · 37 źródeł

Holandia mierzy chińską lukę handlową

Napisane przez SIto brief AI · 8 lipca 2026, 09:32
Jak powstała

Europe’s industrial future navigates a sea of components it no longer controls.

Kompozycja obrazu · tobrief
tekst · 3 min czytania

Sjoerdsma pojechał do Pekinu, by obniżyć napięcie, ale sprawa wykracza daleko poza stosunki holendersko-chińskie. Holandia wysłała do Chin pierwszą od 2018 r. ministerialną misję gospodarczą, jak podała EFE za pośrednictwem Infobae. Tłem była sprawa Nexperii, która pokazała, gdzie dziś leży europejskie ryzyko związane z Chinami: nie w abstrakcyjnej geopolityce, lecz w komponentach, bez których stają fabryki.

Nexperia to holenderski producent półprzewodników należący do chińskiego Wingtechu. Jej układy trafiają do samochodów, sprzętu przemysłowego i elektroniki, jak pisał The Economist. Kontrola nad taką firmą nie sprowadza się więc do tego, czyja flaga wisi na budynku. Jeśli Haga blokuje transfer kompetencji produkcyjnych albo decyzji korporacyjnych do Chin, Pekin nadal może naciskać przez przepływ części potrzebnych europejskim producentom.

Tanie części mogą mieć wysoką cenę

Siłę chińskiego przyciągania widać w danych handlowych. DW i CNBC, powołując się na dane za 2025 r., podawały ok. 199,6 mld EUR unijnego eksportu do Chin i ok. 559,4 mld EUR importu z Chin. Deficyt w handlu towarami wyniósł więc blisko 359,8 mld EUR (DW, CNBC). Deficyt towarowy, czyli różnica między wartością sprzedaży i zakupów, nie dowodzi sam w sobie nieuczciwej konkurencji. Pokazuje jednak, jak wiele europejskich modeli biznesowych opiera się dziś na dostawach z Chin.

Problem staje się ostrzejszy, gdy import obejmuje baterie, chipy, magnesy, stal, panele słoneczne i maszyny. Tania produkcja chińska obniża koszty europejskich odbiorców tu i teraz. Jednocześnie odbiera zamówienia producentom w Europie. Gdy zamówień jest mniej, fabryki mniej inwestują, rozkładają koszty stałe, takie jak utrzymanie zakładów i maszyn, na mniejszą liczbę produktów, a przez to drożeją dokładnie wtedy, gdy Europa chciałaby zwiększać własne moce przemysłowe.

Dlatego holenderska misja ma znaczenie większe niż spokojniejsze spotkanie dwustronne. Holandia potrzebuje otwartego handlu, bo porty, logistyka i wyspecjalizowani dostawcy technologii są podstawą jej gospodarki. Bruksela potrzebuje zaś narzędzi nacisku, które można realnie uruchomić: ceł, czyli podatków od importu, oraz postępowań dotyczących subsydiów, a więc wsparcia państwa pozwalającego firmom sprzedawać poniżej kosztów konkurentów.

Ten sam spokój pomaga i szkodzi

Niemcy pokazują, dlaczego spokojniejsze relacje z Chinami nadal mają wartość. Ich koncerny samochodowe i maszynowe traktują Chiny jednocześnie jako rynek zbytu oraz źródło części i surowców. Tyle że chińskie firmy coraz częściej konkurują z nimi w samochodach elektrycznych, bateriach i sprzęcie przemysłowym. Sprzedaż Porsche w Chinach spadła w 2024 r. o 28%, jak podał Automobil Produktion, a Reuters/MarketScreener cytowały finansowany przez UE raport o chipach, według którego Europa zależy od Chin w przypadku krytycznych materiałów i od USA w przypadku kluczowych technologii (MarketScreener).

Niemiecki przemysł zyskuje, gdy części płyną bez zakłóceń. Traci, jeśli tani import z czasem osłabia europejskie fabryki, poddostawców i kompetencje techniczne. Spokój podtrzymuje obecny model biznesowy, ale może też opóźniać pracę nad ograniczeniem zależności.

W Polsce presja na producentów jest jeszcze bardziej widoczna. „Rzeczpospolita”, powołując się na GUS, podawała, że w 2025 r. eksport do Chin wyniósł 13,2 mld zł, a import z Chin 232,4 mld zł. Business Insider, za Eurostatem, szacował ujemne saldo Polski z Chinami w pierwszym kwartale 2026 r. na 8 mld EUR, czyli ok. 3,75% kwartalnego PKB, a więc wartości produkcji gospodarki w tym okresie (Rzeczpospolita, Business Insider). Tanie chińskie półprodukty mogą obniżać koszty fabryk w Polsce, Czechach czy Słowacji. Tanie wyroby gotowe mogą równocześnie wypychać lokalnych producentów części, AGD, stali i baterii.

Europa nadal chce chińskiej szybkości

Hiszpania pokazuje, dlaczego Europa nie może po prostu zamknąć drzwi. Projekt fabryki baterii Gotion w Valladolid otrzymał 138,2 mln EUR z hiszpańskiego programu PERTE VEC. Zapowiedzi inwestycji rzędu ok. 950 mln EUR i rozpoczęcia prac w 2027 r. pozostają na razie deklaracjami projektowymi, jak informowały El País i Castilla y León Económica. Chiński kapitał jest atrakcyjny, gdy Europa chce szybko budować fabryki baterii. Ryzyko polega na tym, że zakład powstaje w Europie, lecz kluczowe decyzje o chemii ogniw, oprogramowaniu i łańcuchu dostaw zapadają gdzie indziej.

Misja Sjoerdsmy ma sens, jeśli kupuje Europie czas na ustalenie, gdzie chińskie dostawy są akceptowalne, a gdzie kontrola staje się ryzykiem strategicznym. Staje się kosztowna, jeśli każda wystawiona na presję stolica zacznie zawierać własny układ: Holendrzy w logistyce, Niemcy w motoryzacji, Polacy w produkcji, Hiszpanie w bateriach. Pekin nie potrzebuje formalnej wojny handlowej, jeśli może oferować spokój tam, gdzie Europa potrzebuje części, inwestycje tam, gdzie potrzebuje fabryk, i presję tam, gdzie pojedynczy rząd blokuje transakcję. Dla Europy zasadnicze pytanie brzmi, czy chwilowe wyciszenie przełoży się na wspólną siłę negocjacyjną, czy tylko utrwali zależność rozbitą na osobne porozumienia z Pekinem.

How was this article?

Help us get better

Details about this article
Model:
gpt-5.5
Generated:
7/8/2026, 12:23:33 PM
Pipeline run:
eu_pipeline_20260708_073219
Watermark:
SynthID (Google's invisible watermark)
Human review:
None before publication
Learn more about our methodology