UE stawia próg jakości w przetargach

Europe asks whether the cheapest foundations can support public value.
Kompozycja obrazu · tobriefEuropejskie państwa wydają co roku na zamówienia publiczne ok. 14–15% PKB: na oprogramowanie dla szpitali, autobusy, sprzątanie, remonty dróg (Parlament Europejski, Komisja Europejska). To w tym miejscu podatki zamieniają się w usługi, infrastrukturę i miejsca pracy. Dotąd zbyt często działała prosta zasada: wygrywa ten, kto zaoferuje najniższą cenę. 9 września Komisja Europejska ma zaproponować zmianę definicji „najlepszej oferty”.
Z projektu, który opisały włoskie i niemieckie media, wynika, że zamawiający mieliby obowiązek oceniać jakość obok ceny. Dostaną też narzędzia pozwalające preferować dostawców powiązanych z europejską gospodarką (ANSA, Il Fatto Quotidiano). Na razie byłby to dopiero początek prac legislacyjnych. Projekt musi przejść przez Parlament Europejski i Radę UE, a obecne przetargi pozostaną rozliczane według dotychczasowych zasad (Vergabevorschriften.de).
Znaczenie ma forma prawna. Komisja chce rozporządzenia, nie dyrektywy. Dyrektywę każde z 27 państw musiałoby osobno wdrożyć do prawa krajowego, co zwykle trwa latami. Rozporządzenie zaczyna obowiązywać bezpośrednio we wszystkich państwach członkowskich po przyjęciu.
Najtańsza oferta coraz częściej przegrywa z rzeczywistością
Argument za zmianą da się policzyć. Europejski Trybunał Obrachunkowy ustalił, że w ciągu dekady do 2021 r. udział unijnych przetargów z tylko jedną ofertą wzrósł z 23,5% do 41,8%, a średnia liczba oferentów spadła niemal o połowę: z 5,7 do 3,2 (Europejski Trybunał Obrachunkowy). W 2023 r. 20 państw członkowskich nadal przyznawało ponad połowę kontraktów wyłącznie na podstawie ceny (Parlament Europejski).
Koszt najniższej ceny często przenosi się na pracowników. Parlament Europejski przywołał ustalenia Europejskiego Urzędu ds. Pracy, według których przetargi oparte wyłącznie na cenie zwiększają ryzyko pracy nierejestrowanej, bo wykonawcy szukają przewagi przez obniżanie kosztów zatrudnienia (Parlament Europejski). Sama Komisja w ocenie z 2025 r. przyznała, że obecne przepisy tylko częściowo wsparły cele klimatyczne i społeczne, udział firm z innych państw UE pozostał ograniczony, a luki w danych nadal utrudniają walkę z korupcją (Komisja Europejska).
Jak miałaby działać nowa punktacja
W przetargu cenowym wygrywa najtańsza oferta spełniająca warunki formalne. W modelu ważonym zamawiający ustala wzór oceny: na przykład 60 punktów za jakość i 40 za cenę. Kontrakt dostaje ten, kto uzyska najwyższy wynik łączny.
Według ujawnionego projektu czynniki jakościowe, takie jak wpływ klimatyczny, standardy pracy, innowacyjność czy bezpieczeństwo, miałyby stanowić co najmniej 30% oceny. Przy kontraktach pracochłonnych, m.in. w budownictwie, ochronie i sprzątaniu, próg wzrósłby do 50% (Il Fatto Quotidiano, LavoriPubblici). Firma konkurująca głównie cięciem płac straciłaby część przewagi. Wykonawca oferujący lepsze warunki pracy albo niższy koszt w całym cyklu życia produktu mógłby wygrać mimo wyższej ceny na fakturze.
Projekt przewiduje też instrument „preferencji europejskiej”. Zamawiający mogliby karać punktowo albo wykluczać oferty, w których mniej niż 50% wartości pochodzi z UE lub z państw objętych umowami handlowymi, takimi jak Porozumienie WTO w sprawie zamówień rządowych, obejmujące m.in. USA, Japonię i Kanadę, ale nie Chiny (ANSA). W praktyce uderzyłoby to przede wszystkim w chińskich dostawców w sektorach strategicznych. UE już sprawdziła tę logikę: pierwszy środek przyjęty na podstawie instrumentu zamówień międzynarodowych wykluczył chińskich operatorów z przetargów na wyroby medyczne, a Pekin odpowiedział analogicznymi restrykcjami (Crowell).
Spór o to, kto zyska, a kto zapłaci
Francja traktuje zamówienia publiczne jako narzędzie strategiczne (L'Opinion). Włochy chcą odejścia od automatyzmu najniższej ceny i silniejszej ochrony pracowników. Polska Solidarność ogłosiła „koniec dyktatu najniższej ceny” (Solidarność). Po drugiej stronie stanęło dziewięć mniejszych i północnych państw UE, z Czechami, Finlandią i Szwecją na czele. W grudniu 2025 r. ostrzegły one, że szeroka preferencja europejska może ograniczyć konkurencję i podnieść ceny, dlatego powinna być zawężona do konkretnych sektorów i poprzedzona pełną oceną skutków (MarketScreener, Euronews).
Niemieccy prawnicy od zamówień wskazują na słabszy, ale praktycznie ważny punkt reformy: urzędy gminne i miejskie często nie mają ludzi zdolnych pisać odporne prawnie kryteria jakościowe obejmujące klimat, pracę i innowacje (Ausschreibungen Staatsanzeiger). Tu leży największe ryzyko. Punktacja jakościowa działa tylko wtedy, gdy zamawiający potrafi zdefiniować mierzalne warunki i sprawdzić obietnice firm. Bez tego obowiązkowe progi mogą zastąpić zaniżanie cen zawyżaniem deklaracji, premiując dużych wykonawców, którzy umieją dobrze wypaść w dokumentacji.
Dowody na porażkę modelu najniższej ceny są mocne: konkurencja w przetargach osłabła, a system stworzył zachęty do cięcia kosztów pracy. O skuteczności reformy przesądzi jednak nie sama brukselska formuła, lecz zdolność tysięcy instytucji zamawiających w Europie do oceny czegoś, czego dotąd najczęściej nie musiały mierzyć.
Details about this article
- Model:
- claude-opus-4-6
- Generated:
- 9/5/2026, 1:41:14 AM
- Pipeline run:
- eu_pipeline_20260905_005005
- Watermark:
- SynthID (Google's invisible watermark)
- Human review:
- None before publication