Rumunia wstrzymuje projekt reaktorów

The engineering of modular nuclear power is proven, yet its financial bankability remains a small, unfulfilled promise.
Kompozycja obrazu · tobriefMałe reaktory modułowe miały rozwiązać podstawowy problem energetyki jądrowej: zamiast budować przez lata jedną wielką elektrownię projektowaną niemal od zera, przemysł miałby produkować mniejsze, powtarzalne jednostki w fabryce i dostarczać je na plac budowy. W teorii działa tu ta sama logika, która obniża koszty w każdej seryjnej produkcji: pierwszy egzemplarz jest drogi, ale dziesiąty powstaje szybciej, taniej i z mniejszym ryzykiem wykonawczym. Dlatego SMR-y od dekady są jednym z najczęściej omawianych pomysłów w energetyce jądrowej.
Rumuński projekt w Doicești miał pokazać, że ta logika może zadziałać także w Europie. Na razie pokazuje coś innego: najtrudniejsza bariera nie leży w fizyce reaktora, lecz w finansowaniu. Ekonomia SMR-ów opiera się na powtarzalności, ale zanim powtarzalność zacznie obniżać koszty, ktoś musi zapłacić za pierwszy, najdroższy egzemplarz.
Pierwszy egzemplarz zawsze kosztuje najwięcej
Plan dla Doicești zakładał budowę sześciu małych modułów reaktorowych na terenie dawnej elektrowni węglowej. Każdy miał mieć 77 MW mocy elektrycznej, co łącznie dawałoby stabilne źródło energii wystarczające dla średniej wielkości miasta (Economica). Amerykański NuScale jako pierwszy uzyskał w USA regulacyjne zatwierdzenie projektu SMR, czyli potwierdzenie, że argumentacja bezpieczeństwa przeszła ocenę nadzoru (NRC). Technologia nie jest więc głównym wąskim gardłem.
Jest nim pieniądz. Rumunia chciała zabezpieczenia, które z punktu widzenia państwa wyglądało racjonalnie: najpierw kupić jeden moduł, sprawdzić jego działanie, a dopiero potem zdecydować o kolejnych pięciu. Według rumuńskich mediów NuScale nie zgodził się na taki podział ryzyka, dlatego umowa ramowa nie została podpisana (HotNews). Finansowanie ze strony USA, szacowane na około 7 mld dolarów, miało być dostępne przez agencje kredytów eksportowych, ale pod warunkiem gwarancji rumuńskiego rządu. Ta gwarancja nie została udzielona (Adevărul).
15 lipca akcjonariusze Nuclearelectrica mają głosować nad tym, czy pierwotna strategia projektu pozostaje aktualna. Warunki powiązane z decyzją inwestycyjną planowaną na luty 2026 r. nie zostały spełnione do czerwcowego terminu (BVB/SNN). Głosowanie może otworzyć drogę do nowych warunków kontraktowych, zmiany partnera technologicznego albo przeprojektowania całego przedsięwzięcia (Bursa). Nie oznacza to formalnej rezygnacji. Sam fakt, że najbardziej zaawansowany europejski projekt SMR zatrzymuje się na etapie ponownej kalkulacji, dobrze pokazuje jednak różnicę między ambicją jądrową a projektem, który da się sfinansować.
Dla NuScale nie jest to pierwszy problem. Wcześniejszy flagowy projekt w Idaho został anulowany po wzroście kosztów i braku wystarczającej liczby odbiorców wśród przedsiębiorstw energetycznych (ANS). Zatwierdzenie regulacyjne dowiodło, że projekt można uznać za bezpieczny. Nie dowiodło, że da się go zbudować po cenie akceptowalnej dla klientów.
Ile kosztowałoby to na rachunku za prąd
Niezależna rumuńska analiza oszacowała, że sama część ceny energii potrzebna do spłaty kosztów budowy Doicești wyniosłaby około 244 EUR za MWh, a po doliczeniu kosztów operacyjnych około 276 EUR/MWh (Romania Military). To zewnętrzny szacunek, nie oficjalna taryfa. Dla porównania: duże farmy słoneczne i wiatrowe w Europie często produkują energię znacznie taniej w przeliczeniu na MWh, choć bez magazynów energii lub źródeł rezerwowych nie zapewniają takiej samej stabilnej pracy przez całą dobę (Lazard).
Pełniący obowiązki premiera Rumunii Ilie Bolojan publicznie zakwestionował już skalę wydatków poniesionych na projekt: około 240 mln dolarów zostało wydane, a kolejne 600 mln dolarów mogłoby być potrzebne tylko na etap przedbudowlany (Adevărul, ZF).
Każdy europejski SMR ma ten sam problem
Rumunia nie jest wyjątkiem. W całej Europie państwa planujące SMR-y projektują jakąś formę publicznej poduszki finansowej, bo prywatny inwestor nie weźmie na siebie pełnego ryzyka budowy typu reaktora, który nie działał jeszcze komercyjnie.
Najbardziej otwarcie robi to Polska. Orlen Synthos Green Energy złożył wniosek o pierwszy w UE kontrakt różnicowy dla SMR-ów, obejmujący 14 reaktorów (OSGE). Kontrakt różnicowy to publiczna gwarancja ceny: jeśli cena rynkowa energii spada poniżej ustalonego poziomu, państwo dopłaca różnicę. Taki mechanizm wprost zakłada, że energia z SMR-ów nie jest jeszcze w stanie konkurować na rynku bez osłony państwa. Szwecja poszła dalej: państwo objęło 60% udziałów w projekcie jądrowym Videberg i poleciło regulatorom przygotować długoterminowe narzędzia zabezpieczania cen zgodne z prawem UE (Swedish government). Czechy wiążą plany SMR Rolls-Royce’a z udziałem krajowego przemysłu i wsparciem państwa, choć szczegóły finansowe pozostają niejasne (World Nuclear News).
Wzór jest czytelny: żadne europejskie państwo nie znalazło dotąd sposobu, by sfinansować pierwszy w swoim rodzaju projekt SMR na czysto rynkowych zasadach.
Ponowna ocena Doicești nie przesądza, że małe reaktory nie mają przyszłości. Pokazuje raczej, gdzie leży kolejny test: czy rządy potrafią zaprojektować kontrakty, które uczynią pierwszą elektrownię finansowalną, nie ukrywając kosztu przed odbiorcami płacącymi rachunki przez kolejne dekady. Logika seryjnej produkcji może jeszcze zadziałać. Ale pierwszy egzemplarz nadal musi mieć kupca.
How was this article?
Help us get better
Help us get better
Details about this article
- Model:
- claude-opus-4-6
- Generated:
- 7/3/2026, 10:27:16 AM
- Pipeline run:
- eu_pipeline_20260703_084055
- Watermark:
- SynthID (Google's invisible watermark)
- Human review:
- None before publication