USA utrwalają cła po 24 lipca

A shifting legal architecture becomes a permanent barrier for European exporters.
Kompozycja obrazu · tobriefDla europejskich eksporterów najważniejszy problem w handlu z USA nie polega już tylko na wysokości ceł. Coraz większym kosztem staje się brak reguł, na których można oprzeć kontrakty, marże i decyzje inwestycyjne. 24 lipca wygasa tymczasowa 10-procentowa dopłata importowa na większość towarów, bo amerykańskie prawo ogranicza takie prezydenckie działania taryfowe do 150 dni (19 U.S.C. § 2132). Sama opłata jednak nie znika. Waszyngton musi tylko oprzeć ją na innej podstawie prawnej, a nowe instrumenty mogą działać dłużej i nakładać się na siebie.
Kto naprawdę płaci
Zanim policzy się koszt cła, trzeba ustalić, kto go faktycznie ponosi. Z badania AHK, czyli niemieckich izb handlowych za granicą, wynika, że amerykańscy nabywcy biorą na siebie ponad 70% kosztów ceł na niemieckie towary. Instytut w Kilonii oszacował, że pozostałe obciążenie kosztuje Niemcy ok. 0,15% PKB, czyli mniej więcej 6,5 mld EUR (aktiv-online). Cła nie są więc prostym rachunkiem wystawionym Europie. Dużą część płacą amerykańscy importerzy i konsumenci.
Dane krajowe potrafią jednak ukrywać miejsca, w których koszt jest najbardziej dotkliwy. W Irlandii eksport towarów do USA spadł w maju 2026 r. o 56% rok do roku, do 4,7 mld EUR, a eksport farmaceutyków zmniejszył się prawie o 59% (Irish Examiner, CSO). Na pierwszy rzut oka wygląda to jak załamanie. W irlandzkich statystykach handlowych ogromne znaczenie mają jednak koncerny międzynarodowe, które księgują wysokowartościową sprzedaż farmaceutyczną przez lokalne spółki. Kilka przesunięć w terminach dostaw potrafi więc wywołać skokowe zmiany. Ibec, irlandzka organizacja pracodawców, odnotowała, że eksport do USA wzrósł z 22 mld EUR w okresie styczeń–kwiecień 2024 r. do 60 mld EUR w tym samym okresie 2025 r., po czym spadł do 17 mld EUR w 2026 r. (The Irish Times).
Włochy pokazują z kolei, jak straty sektorowe giną w średniej. Łączny włoski eksport do USA na początku 2026 r. nadal wzrósł o 3,7% (Assolombarda/ICE). Jednocześnie eksport wina spadł o ok. 15%, a średnie ceny o 10%; producenci obcinali własne marże, żeby utrzymać amerykańskich odbiorców (Borsa Italiana/Teleborsa). Meble straciły 16,6%, tekstylia 5,6% (Il Messaggero). Całość utrzymała się nad kreską tylko dlatego, że farmacja urosła o 54,1% (Il Foglio).
Podstawa prawna wciąż się zmienia
Dla firm głębszy problem polega na tym, że amerykańska polityka handlowa stale zmienia narzędzia. W lutym 2026 r. Sąd Najwyższy zablokował wykorzystywanie ustawy o stanie nadzwyczajnym jako podstawy do nakładania ceł. Administracja przeszła więc na Section 122, czyli tymczasowe uprawnienie do wprowadzenia dopłat importowych. W maju sąd handlowy uznał także ten mechanizm za bezprawny, choć skutki orzeczenia objęły tylko firmy, które złożyły pozew (Northeastern University, BDO).
Waszyngton równolegle buduje trwalsze instrumenty. Biuro Przedstawiciela Handlowego USA wszczęło postępowania na podstawie Section 301, ścieżki prawa handlowego pozwalającej nakładać cła po stwierdzeniu nieuczciwych praktyk zagranicznych. Obejmują one 16 gospodarek, w tym UE, a proponowane stawki wynoszą 10–12,5% (Mayer Brown, National Law Review). W przeciwieństwie do wygasającej dopłaty takie cła nie mają automatycznej daty końcowej. Czerwcowe porozumienie UE-USA ograniczyło stawkę dla większości europejskiego eksportu do 15%, ale dany produkt może wyglądać na objęty limitem, a jednocześnie podlegać osobnemu cłu na stal albo samochody (Euronews). Niemiecka agencja handlowa GTAI ostrzegła firmy, by przy każdej wysyłce do USA sprawdzały klasyfikację towaru, czyli kategorię taryfową, zwolnienia oraz dokumentację (GTAI).
Cichsi poszkodowani znajdują się głębiej w łańcuchach dostaw. Na Słowacji udział produkcji Volkswagena Bratysława trafiającej do USA spadł poniżej 15% (Denník E). Prawdziwym ryzykiem nie jest jednak jeden słabszy miesiąc eksportu, lecz decyzja koncernu, gdzie ulokować produkcję następnego modelu. Słowackie media pisały o obawach, że produkcja Porsche Cayenne mogłaby opuścić Bratysławę, co uderzyłoby w setki dostawców, choć Volkswagen nie potwierdził żadnego transferu (Pravda). Ten sam mechanizm działa w całej Europie Środkowej: polscy, czescy i austriaccy producenci części zależą od decyzji podejmowanych w Wolfsburgu albo Monachium.
Dla europejskich eksporterów to nie epizod, lecz stan przewlekły. Zyskuje Biały Dom, bo utrzymuje presję negocjacyjną, oraz firmy, które już produkują w USA. Tracą producenci o niskich marżach, mniejsze spółki zależne od jednego odbiorcy i tradycyjne branże, takie jak wino, żywność czy meble, w których amerykański kupujący może po prostu poczekać. Koszt, którego statystyki handlowe nie pokazują od razu, to inwestycje po cichu przesuwane w stronę rynku amerykańskiego. Żaden dyrektor finansowy nie chce planować zakładu, kontraktu ani łańcucha dostaw według reguł przepisywanych co 150 dni.
Details about this article
- Model:
- claude-opus-4-6
- Generated:
- 7/20/2026, 2:24:50 AM
- Pipeline run:
- eu_pipeline_20260720_005006
- Watermark:
- SynthID (Google's invisible watermark)
- Human review:
- None before publication