Unijne towary z preferencją w przetargach

One European rule leaves twenty-seven buyers facing different shelves.
Kompozycja obrazu · tobriefKomisja Europejska zaproponowała 9 września akt o zamówieniach publicznych, który pozwoliłby instytucjom w całej UE preferować europejskich dostawców (Komisja Europejska). Trzy obowiązujące dyrektywy zastąpiłoby jedno rozporządzenie, stosowane bezpośrednio we wszystkich 27 państwach członkowskich. Jak informowaliśmy po ujawnieniu projektu w ubiegłym tygodniu (To Brief), punkt ciężkości ma się przesunąć z wyboru najtańszej oferty na ocenę jakości. Na razie zasady się nie zmieniają: zanim regulacja zacznie obowiązywać, muszą ją przyjąć Parlament Europejski i Rada UE, w której negocjują rządy państw członkowskich.
Dobrowolne narzędzia, rzeczywiste wybory
Projekt daje zamawiającym zestaw możliwości, lecz nie nakazuje z nich korzystać. Mogliby oni ograniczać dostęp dostawcom z państw, które nie gwarantują unijnym firmom udziału we własnych przetargach, albo wymagać, aby określona część towarów w ofercie pochodziła z UE (projekt rozporządzenia, Politico). Francuski mer mógłby na tej podstawie wykluczyć chińskiego producenta autobusów. Fiński szpital mógłby natomiast w ogóle nie sięgać po takie kryterium.
Granicę wyznaczałyby umowy handlowe. Państwa, którym dostęp do europejskich zamówień zapewniają porozumienia WTO lub umowy dwustronne z UE, między innymi USA, Japonia i Norwegia, zachowałyby dotychczasowe prawa. Ograniczenia mogłyby natomiast objąć przedsiębiorstwa z krajów bez takich gwarancji, w tym Chin i Indii (Guardian, projekt rozporządzenia). Polskie instytucje nie mogłyby przy tym uprzywilejować polskiej firmy kosztem niemieckiej, ponieważ reguły jednolitego rynku nadal zakazują dyskryminacji między państwami członkowskimi.
Silniejsze uprawnienie otrzymałaby sama Komisja. Po stwierdzeniu, że państwo trzecie systematycznie zamyka własne przetargi przed firmami z UE, mogłaby wprowadzić obowiązkowe ograniczenia. Ryzyko odwetu pokazał już Pekin. Gdy w 2025 r. Bruksela, korzystając z istniejącego Instrumentu Zamówień Międzynarodowych, ograniczyła chińskim podmiotom dostęp do przetargów na wyroby medyczne, Chiny odpowiedziały restrykcjami wobec dostawców unijnych (Crowell). Możliwość retorsji jest więc potwierdzona konkretnym precedensem.
Minimalna waga jakości bez gwarancji pracowniczych
Podstawą udzielania zamówień miałaby zostać relacja ceny do jakości. Kryteria jakościowe odpowiadałyby za co najmniej 30% punktacji, a w usługach wymagających dużego nakładu pracy, takich jak sprzątanie i ochrona, za minimum 50% (EU Perspectives, projekt rozporządzenia). Same proporcje nie gwarantują jednak ochrony zatrudnionych. Włoska centrala związkowa CGIL ostrzega, że regulacja może osłabić krajowy kodeks zamówień publicznych z 2023 r., który zobowiązuje oferentów do wskazania właściwego układu zbiorowego i wykazania równoważnego poziomu ochrony (Il Fatto Quotidiano). Ponieważ rozporządzenie ma pierwszeństwo przed prawem krajowym, spór dotyczy tego, czy Włochy mogłyby utrzymać surowsze wymogi. Europejska Konfederacja Związków Zawodowych wezwała PE i Radę UE do wpisania do projektu wiążących zabezpieczeń pracowniczych (ETUC).
Rządy nie opowiedziały się jeszcze po żadnej stronie
Komisarz Stéphane Séjourné przekonuje, że zamawiający już wcześniej mogli przywiązywać większą wagę do jakości, lecz unikali tego w obawie przed sporami sądowymi. Chce też, aby merowie ponosili polityczną odpowiedzialność za decyzje zakupowe (Le Monde). Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa uznała wymogi dotyczące lokalnego pochodzenia za rozwiązanie ostateczne, które może podnieść ceny i sprowokować działania odwetowe (DIHK). Dziewięć państw członkowskich, w tym Szwecja, Czechy, Finlandia i Irlandia, ostrzegło w grudniu 2025 r., że szeroko stosowane preferencje europejskie mogą osłabić konkurencję (Euronews). Stanowisko to poprzedzało jednak publikację obecnego projektu, a żaden rząd nie zadeklarował dotąd formalnego poparcia ani sprzeciwu.
W zwykłej procedurze ustawodawczej wspólny tekst muszą uzgodnić PE i Rada UE. W Radzie potrzebna jest większość kwalifikowana: co najmniej 15 z 27 rządów reprezentujących 65% ludności Unii (Parlament Europejski). Żadna z instytucji nie zaczęła jeszcze wypracowywać stanowiska negocjacyjnego. Przed głosowaniami debatę może zdominować kwestia praktyczna: kto sprawdzi, czy towary wskazane w ofercie rzeczywiście pochodzą z UE, i kto poniesie koszt, jeżeli preferowanie europejskich dostawców podniesie cenę zamówienia?
Komisja zaproponowała możliwość stosowania europejskich preferencji, lecz nie uczyniła ich obowiązkowymi. Od PE i rządów zależy teraz, czy Unia otrzyma wspólną regułę zakupową, czy jedynie katalog narzędzi, po który zamawiający nie będą musieli sięgać. Na razie żadna ze stron nie ujawniła swoich zamiarów.
Details about this article
- Model:
- claude-opus-4-6
- Generated:
- 9/10/2026, 2:08:33 AM
- Pipeline run:
- eu_pipeline_20260910_005006
- Watermark:
- SynthID (Google's invisible watermark)
- Human review:
- None before publication